Czy lekarz dobrze dobrał mi leki? To pytanie słyszę w gabinecie dość często.
Czasem wprost, czasem między wierszami. „Czy to na pewno dobre leki?” „Może poprzedni lekarz źle mi je dobrał?” „Skoro nie czuję się dużo lepiej, to czy to ma sens?”
W tych pytaniach zawiera się pewne wyobrażenie leczenia psychiatrycznego. Takie, że człowiek jest jak układanka, w której brakuje jednego elementu. Psychiatra ma ten brakujący puzzel odnaleźć, włożyć na miejsce i od tego momentu wszystko zaczyna działać. Objawy ustępują, energia wraca, lęk znika, sen się stabilizuje.
Rzeczywistość jest zwykle bardziej złożona. Leki w psychiatrii rzadko są „brakującym elementem”. Znacznie bliższe jest mi myślenie o nich jako o narzędziu, które pomaga organizmowi i psychice wrócić do pewnej równowagi, do homeostazy.
Czasem ta równowaga została zaburzona przez przewlekły stres, czasem przez epizod depresyjny, czasem przez nawarstwienie wielu czynników – biologicznych i życiowych. Farmakoterapia nie „naprawia człowieka”, tylko stwarza warunki, w których układ nerwowy może funkcjonować stabilniej.
Dobór leczenia nie jest jednorazowym aktem. To proces.
Oczywiście, opieram się na standardach medycznych, na aktualnej wiedzy, na wytycznych. Ale poza rozpoznaniem i klasyfikacją istnieje jeszcze konkretna osoba – z jej historią, wrażliwością na działania niepożądane, wcześniejszymi doświadczeniami z leczeniem, stylem życia, oczekiwaniami. Dwóch pacjentów z podobnym rozpoznaniem może reagować na ten sam lek zupełnie inaczej.
Zdarza się, że pierwsze włączone leczenie okazuje się trafione i poprawa jest wyraźna. Zdarza się jednak równie często, że potrzebna jest korekta. Czasem wystarczy zwiększyć dawkę do poziomu terapeutycznego. Czasem trzeba zmienić preparat w obrębie tej samej grupy. Bywa, że zmieniamy koncepcję leczenia w całości. Innym razem dołączamy drugi lek albo rozszerzamy oddziaływania o psychoterapię, bo sama farmakoterapia nie odpowiada na wszystkie trudności.
Nie traktuję tego jako porażki. To naturalny element pracy klinicznej.
Lubię używać metafory szycia garnituru na miarę. Pierwsza wizyta to zdjęcie miary i wybór kierunku. Na podstawie rozmowy i badania ustalamy, co wydaje się najbardziej adekwatne. Ale nikt nie oczekuje, że garnitur będzie idealny bez przymiarek. Po kilku tygodniach spotykamy się ponownie i sprawdzamy, jak „układa się” leczenie. Czy coś nie uciska. Czy nie pojawiły się działania niepożądane. Czy poprawa jest zgodna z tym, czego można realnie oczekiwać.
Czasem potrzeba cierpliwości. Leki przeciwdepresyjne czy przeciwlękowe nie działają natychmiast. Ich mechanizm polega na stopniowej modyfikacji funkcjonowania określonych układów neurobiologicznych. Pierwsze zmiany bywają subtelne: poprawa snu, zmniejszenie napięcia, większa stabilność emocjonalna. Pełniejsza poprawa przychodzi później. Jeśli ktoś oczekuje, że po tygodniu poczuje się „jak dawniej”, rozczarowanie jest niemal nieuniknione.
Zdarza się również, że brak satysfakcjonującego efektu nie wynika z błędu w doborze leku, lecz z rozbieżności między tym, co leki mogą realnie zrobić, a tym, czego od nich oczekujemy. Farmakoterapia może zmniejszyć nasilenie objawów, ułatwić funkcjonowanie, poprawić sen i koncentrację. Nie zastąpi jednak pracy nad relacjami, zmianą obciążającej sytuacji zawodowej czy przepracowaniem trudnych doświadczeń. W wielu przypadkach leczenie farmakologiczne i psychoterapia wzajemnie się uzupełniają.
Oczywiście są sytuacje, w których trzeba postawić pytanie o to, czy lekarz dobrze dobrał mi leki.
Jeśli mimo odpowiedniej dawki i czasu stosowania nie widać żadnej poprawy. Gdy działania niepożądane są nasilone. Pojawiają się nowe objawy, które każą zweryfikować rozpoznanie. Wtedy modyfikacja jest konieczna i bywa przełomowa.
Ale równie często proces ten polega na stopniowym dopasowywaniu – na rozmowie, obserwacji, wspólnym podejmowaniu decyzji. Leczenie psychiatryczne nie jest mechanicznym dobieraniem „chemii do objawów”. Jest próbą zrozumienia, co w danym momencie będzie dla konkretnej osoby najbardziej pomocne.
Kiedy więc ktoś pyta mnie, czy leki są dobrze dobrane, odpowiedź rzadko bywa zero-jedynkowa. Zwykle mówię: na tym etapie, przy takim obrazie objawów i w oparciu o dostępną wiedzę – to jest uzasadniony wybór. Sprawdźmy, jak organizm na niego odpowie. Dajmy sobie czas. A jeśli będzie potrzeba, wprowadzimy zmiany.
To nie świadczy o niekompetencji lekarza ani o „zepsutym” leczeniu. To raczej dowód na to, że traktujemy proces poważnie i elastycznie reagujemy na to, co przynosi rzeczywistość kliniczna.
W psychiatrii nie szukamy brakującego puzzla. Staramy się przywrócić równowagę w systemie, który z różnych powodów ją utracił. A to wymaga współpracy, cierpliwości i gotowości do korekt.
Zastrzeżenia prawne
Wszelkie treści publikowane na stronie internetowej, w tym artykuły, materiały edukacyjne oraz wpisy blogowe, mają charakter wyłącznie informacyjny i nie stanowią indywidualnej porady lekarskiej ani diagnozy. Indywidualna porada lekarska może być udzielona wyłącznie po osobistym kontakcie z lekarzem psychiatrą.